MISTRZOWIE KTÓRZY ODESZLI: VILMOS ZSIGMOND
 
 
W hołdzie twórczości Vilmosa Zsigmonda zaplanowaliśmy trzy projekcje. Każdy z tych tytułów jest inny od pozostałych i korzysta z różnych środków wyrazu – rewizjonistyczny western, intensywne kino survivalowe, przejmujący manifest antywojenny – jednakże wszystkie ukazują magię klasycznych zdjęć filmowych. 
 
 
Łowca jeleni
reżyseria: Michael Cimino
autor zdjęć: Vilmos Zsigmond
kraj: USA, UK
rok: 1978
Uwolnienie
reżyseria: John Boorman
autor zdjęć: Vilmos Zsigmond
kraj: USA
rok: 1972
  McCabe i pani Miller
reżyseria: Robert Altman
autor zdjęć: Vilmos Zsigmond
kraj: USA
rok: 1971
 
 
 
Vilmos Zsigmond,
Archiwum Camerimage
 
Vilmos Zsigmond trafił do Hollywood z małego miasteczka na Węgrzech. Jednak na swojej drodze do sukcesu artysta napotkał wiele przeciwności losu, którym dzielnie stawiał czoła. Jego wytrwałość w dążeniu do celu i wiara w spełniające się marzenia dla wielu stała się inspiracją i postawą godną naśladowania. Vilmos był uważnym obserwatorem i dociekliwym humanistą. Tworzył obrazy, które odbijają się echem we wszystkich naszych filmach, przypominając o tym, jaką moc ma kino. Choć był skromny, biła od niego pewność siebie. Całkowicie poświęcał się wykonywanej przez siebie pracy.

Wspominał, że w młodości spędzonej na Węgrzech potrafił jak zaczarowany godzinami podziwiać krajobrazy z okna pociągu. W tym wspomnieniu możemy dopatrzyć się dwóch obsesji, które towarzyszyły mu przez całe życie – na punkcie filmów i podróżowania. Irytowały go ograniczenia w podróżowaniu – nawet do Czechosłowacji, do jego dziewczyny. Będąc utalentowanym fotografem, stworzył klub fotograficzny w fabryce, w której pracował, i uczył kolegów, jak kręcić amatorskie filmy. Studiował na Akademii Sztuki Teatralnej i Filmowej w Budapeszcie i pożyczoną kamerą zaczął potajemnie filmować sowieckie czołgi na ulicach, dokumentując w ten sposób brutalne powstanie węgierskie. To nie jedyny odważny wyczyn Vilmosa – w środowisku filmowców krąży pewna historia z nim i jego przyjacielem, Laszlem Kovacsem, w rolach głównych. Artyści postanowili przemycić 30 tys. stóp kliszy filmowej przez austriacką granicę, ryzykując tym samym życie. Mieli nadzieję, że materiał wydostanie się za granicę i dzięki temu nadejdzie pomoc. Gdy Vilmos opowiadał tę historię, nigdy nie przedstawiał siebie czy Laszla w roli bohaterów – raczej jako zwykłego kamerzystę, który robił to, co do niego należało. Zawsze pamiętał o tym, ile dobra doświadczył ze strony innych.
 
Po dotarciu do Stanów Zjednoczonych Zsigmond spędził trochę czasu w obozie dla uchodźców, nauczył się angielskiego i polegał na hojności Amerykanów, m.in. pastora, który przyjął go pod swój dach w Evanston w stanie Illinois. Nigdy nie zrezygnował ze swojego marzenia, dzięki czemu udało mu się znaleźć pracę w laboratorium filmowym oraz przy produkcji niskobudżetowych filmów, czym zajmował się przez 10 lat. Na początku lat 60. można było wynająć Vilmosa, kamerę i kombi wypełnione reflektorami, płacąc 100 dolarów za dzień. Jednak możliwość pracy przy najwybitniejszych hollywoodzkich produkcjach wciąż wydawała się poza zasięgiem.

Kolejnym punktem zwrotnym w jego życiu okazał się film McCabe i pani Miller w reżyserii Roberta Altmana. Praca przy nim była dla Vilmosa wielką szansą na zaistnienie w świecie kinematografii. Wiele ryzykując, artysta postanowił  jednak podejść do sprawy w sposób nowatorski. Do historii przeszło to, że wykonał preekspozycję kliszy, a następnie wykorzystał oświetlenie światłem dziennym, dzięki czemu uzyskał wyjątkową teksturę i patynę, które operatorzy filmowi analizują i starają się powielić jeszcze 50 lat później. Ludzie zawsze pytali Vilmosa o to, jak uzyskał taki efekt. Nie ulegało wątpliwości, że pod względem technicznym był mistrzem, jednak tajemnicę jego geniuszu stanowiła kreatywna postawa w pracy – wiara w to, że zdjęcia filmowe mogą przekazywać emocje, oraz chęć do podejmowania ryzykownych, acz przemyślanych decyzji, aby to osiągnąć.
 
Rozwój kariery Vilmosa Zsigmonda nabrał tempa, a jego zdjęcia stały się podstawą tego, co dziś nazywamy Amerykańską Nową Falą. Vilmos i jego koledzy po fachu wywołali prawdziwą rewolucję w tradycyjnej, wysokobudżetowej kinematografii rodem z Hollywood, wprowadzając świeże, bardziej osobiste podejście do swych produkcji. Pozostawili jednak to, co ich zdaniem było najcenniejsze w dotychczasowej sztuce filmowej. Z tego połączenia powstało wiele wspaniałych dzieł.

W dorobku Vilmosa znaleźć możemy tytuły takie jak UwolnienieDługie pożegnanieŁowca jeleni czy Taśma śmierci oraz 100 innych filmów. Wielokrotnie go nagradzano – otrzymał Oscary, nagrodę za całokształt twórczości od ASC, a także Łańcuch Corvina, odznaczenie nazwane na cześć średniowiecznego króla Węgier, przyznawane rodowitym Węgrom za wybitne osiągnięcia w sztuce lub nauce.

Ci, którzy mieli to szczęście nazywać go swoim przyjacielem, zapamiętali Vilmosa jako ciepłego, hojnego, troskliwego, niezłomnego i pogodnego człowieka. Jego wsparcie dla Camerimage od samych początków było kluczowym elementem sukcesu festiwalu, podczas którego uwielbiał wchodzić w interakcje z młodymi filmowcami. Zawsze ekscytował go kolejny projekt i szanse na wprowadzenie w życie rozwiązań wizualnych, jakie dostrzegał w scenariuszu.

Mimo długiej drogi (nie tylko z sensie geograficznym), jaką przebył w swoim życiu, w pewnym sensie na zawsze pozostał chłopcem wyglądającym przez okno pociągu, zahipnotyzowanym ruchomym obrazem. Poprzez swoje życie oraz wybitne, niepowtarzalne dzieła wciąż uczy nas, jak być filmowcami.

- David Heuring -